menu

księga gości

blog

18:55:30 2009-10-26

nigdy nie zadawaj pytań.

piosenka, która robi wrażenie? kiedy autor uzależnił się od jej tematu. poruszają te o narkotykach i niekóre o kobiecych ciałach, do nich trzeba mieć jednak tyle delikatności, żeby kobieta, mimo że z ciała, bez twarzy czy imienia, nie wyszła, trzaskając drzwiami. my sweet prince, you are the one.

była zima przez moment. czy niebo może spaść na twarz?, wiązki pytań o to, co i dlaczego. nigdy nie zadawaj pytań. nigdy nie zadawaj pytań. nigdy nie... kilka dni i rozpoczynamy miesiąc wisielców. rok temu się działo- jak najbardziej w temacie- tym razem jednak mam zamiar zapaść w deszczowy sen. w chwilę po tym, gdy zgasną ostatnie kolory (brzozy wciąż zielone). zapasów prawie się pozbyłam, wszystkich truskawek. malin tylko nie oddam, jestem prawie gotowa. boże, jak dobrze, że te urządzenia nie są martwe!

on. kolejne tegoroczne rozczarowanie. tym razem sprowokowało pytanie (nigdy nie zadawaj pytań) o wartość wartości. można i bez nich, tak łatwiej, tak prościej, tak bezproblemowo (bezradościowo). tik- tak. bądźmy wszyscy tacy white, tacy pure, tacy without. pan Tuwim byłby zachwycony.

tyle tramwajów do słów.



skomentuj (0)

18:28:00 2009-10-04

polecieliśmy w kosmos, było cieplej.
-i wróciłam do siebie, dopiero w tej wersji ta piosenka mówi o rozstaniu.

dobrze jest jednak pojawić się na chwil parę w innym wymiarze, nauczyć się od nowa chodzić czy oddychać. paryż to polis, maleńkie państwo w państwie i każda dzielnica jak miasto w mieście; niespójne, tworzone nienawiścią i przyciąganiem przeciwieństw. tu właśnie można zobaczyć, co to walka, co to elegancja i na czym polega życie stolicy. tu wszystko jest inne, niż byś oczekiwać mógł, tu wszystko zatrważa, zamienia nas w słupy soli. grudka ziemi z każdego miejsca na świecie, czy może paryż wszędzie, tu znajdzie się wszystko, czego potrzebujesz. i jeszcze więcej tego, co do życia ci niepotrzebne. to miasto szokuje i przytłacza. jest, owszem, organizmem, ale tak dziwnego stworzenia na Ziemi nie znajdę.

tymczasem minęło mi całe lato. mazury, tatry, trzy tygodnie "niewiadomogdzie-niewiadomodlaczego", do tego dużo i zbyt mało wciąż Łodzi, a to przecież tu skupia się życie, tu krążą myśli te kilka centymetrów nad płytami chodnika. dobrze jest, warto, przypomnieć sobie ludzi, których spotkało się raz czy dwa i nigdy później. dzięki temu trochę księżyca do kołysanki o królewnie z marcepana i truskawek (jesienią wyrastają najsłodze) do czekolady.

jesień, bo mimozy dawno przekwitły; jeszcze tydzień temu mieliśmy babie lato, teraz już zimno i pada, i zimno, i pada. jesień, liście za oknem symulują padaczkę, wszystko rozedrgane, wibrujące, niedokładne i nie do uchwycenia. jedyne w swoim rodzaju na te parę sekund, na które zwróciłam uwagę, bo kto inny. was to nie rusza. cyberświat jest przecież dużo ciekawszy. tylko do teatru, na spacer nie ma komu.

nie miałam ochoty tu wracać. a jednak. to wciąż trochę mój dom.
hurra.

skomentuj (4)

17:18:22 2009-06-28

nie strzelać.
z dnia na dzień dalej od kilkumiesięcznych gnębień; teraz już głównie plany. przerwa od wszystkiego, teraz będzie inaczej. głowę mam tylko zatrważająco pustą.

wieczorami przypominają mi się, dźwięk po dźwięku, utwory, które wciąż doprowadzają mnie do płaczu: samochodem i domem zajęła się policja, czerniakow, milion, aeroplane. wieczorami cała drżę i nie mogę spać, nic nie mogę, tylko słucham, drżę i słucham po kolei każdej linii.

pff, mam wakacje, należy się spokój, należy się dźwięk i druk, kilka koncertów, kilka spektakli, jakiś film może. dwa miesiące na nawdychanie się, to się sztuka nazywa.

nasze miasto bywa tak niesamowite, wystarczy trafić na gorszą pogodę.

skomentuj (2)

19:34:19 2009-04-15

rozpoczniemy, ach, na nowo.
w ciągu tygodnia zmieniło się niebo, tylko tydzień na wysycony kolor ciepłej wody, trochę dłużej trwa proces wypychania liści z gałęzi, produkowanie zapachów. mamy kwiecień, więc kwitnie: krokus, tulipan, zawilec, podbiał (ten od tymianku?), chodnik. mamy kwiecień, pękają magnolie, pękają baloniki z kolorami. wieczory stają się cieplejsze.

od nowa fascynacja miastem. bardzo w górę i bardzo w dół, w środku dnia empirycznie i, kiedy dzieci już śpią, przy pomocy nowej Wielkiej Improwizacji. zostać tu i kolorować tramwaje, wypełniać kolejne kontury.

jeszcze kilka laurek, kilka lusterek, jeszcze ognisko i zaczniemy sezon!

skomentuj (3)

18:36:22 2009-02-28

z prywatnego.
znikanie, czy jego świadomość, jest najważniejszym katalizatorem. nie pozwól sobie, by czas przeciekał ci przez palce, masz go bardzo mało, agata, bo jeśli się okaże, że niedługo koniec świata...?

takie trochę życie; zależne tylko ode mnie. 'egoizm z ludzką twarzą', może zwyczajnie nie dopuszczam do siebie myśli, że ktoś lub coś może mną sterować, że tak naprawdę chodzę dzięki białym sznureczkom. animowane, jakby nierzeczywiste, z miejscami, w których mało kto bywa, z nieśmiertelnością, bez wiary w cuda, 'w życiu nie do pojęcia'. teatry, spacery, wypatrywanie Koloru. mają cię za wariata? czy to aby nie ich sprawa?

ostatni czwartek
'poza domem czuję się wyjątkowo spokojna, niczego nie muszę. mogę iść, gdzie chcę. zrobić, co chcę, z kim chcę, kiedy tylko zapragnę. jest już wieczór, środek tygodnia, miasto powoli cichnie, ludzie wracają z pracy, znikają z pola widzenia, zaszywają się z swoich bezpiecznych ciepłych mieszkaniach, przestają myśleć. dobrze byłoby potrafić się wyłączyć. zatrzeć granicę między snem a jawą, przesunąć ją na koniec obowiązku, wieczorem po prostu być, bezczynnie czekać, obserwować i nie wyciągać wniosków. dobrze byłoby przestać zbawiać świat, zatruwać sobie Głowę mrzonkami wielkich idei. spokojnie siedzieć przy kominku przy herbacie z cynamonem. wypatrywać znaczeń'.

zostawiam po sobie zbyt wiele śladów
, nie sądzisz?

jeszcze chwila, światła gasną, nie mogę sobie pozwolić na odlot, chemia jest mądrzejsza, stapia metal i słońce, stapia piasek i szkło.

muszę jednak wymienić tę stalówkę. marnotrawstwo atramentu, a to jedyne, co moje na pewno, pióro i list


skomentuj (3)

18:24:08 2009-01-04

jakże nie lubimy.
dergonowe "mam na myśli wiosnę" utknęło gdzieś głęboko i w sumie nie mogę mieć nic przeciwko temu. ostatecznie to moja głowa, lepiej nawet czasem czegoś pragnąć. żeby nie zapomnieć. albo chociaż żeby mieć do czego dążyć.

listopisanie zakończone, dwadzieścia trzy. panna Liczba Magiczna, bo tylu mi wyszło ludzi do listootrzymania i listoczytania. było może trochę zbyt głośno, ostatecznie żegnaliśmy stare i witaliśmy to, czego właściwie jeszcze nie ma, głupcy. było może zbyt chłodno, w końcu przyszła zima a pociemku źle się siedzi na parapecie. dwadzieścia trzy i każdy już poleciał, teraz czekać już tylko na esemes z podziękowaniem. chyba mnie to nawet uspokoiło.

mamy kolejny stycznia i czas na podsumowania dawno minął. tylko jedno mi w głowie: mam na myśli wiosnę, czas cały. albo niech już będzie luty, żeby puszczać bańki.

materac, 'bajki andersena'. panie Marcinie, jak pan to robi, że właśnie dziś oddychać pragnę? że cały, cały czas siedzi mi pan na ramieniu i szepcze i brzdąka? i potem ja śmieję się w głos, szklą mi się oczy albo zaczynam tańczyć, to nie jest normalne (tylko co mogę mieć wspólnego z normalnością).

żyrafy, kaczory i kaczki! dajcie wy mi żyć w spokoju i sobie wariować, dajcie mi ludzi zarażać zielonym! skoro nauczyłam się żyć bez powietrza, skoro wrócił stan sprzed początku aktualnego świata, co mi po dobrych wskazówkach? nie chcę do nieba.

skomentuj (2)



linki

kurtura
gawrony
arena kreatywności
Łódź alternatywna
o
pop?
podprąd

patrz
bodziec
mase
miasto
twotrzywo
piotruś pan
przestrzeń
trzecia fala
ulicosztuczni

słysz
plateau
travis
świetliki
pulp
pixies
oasis
moby
mum
negatyw
jane's addiction
i am x
explosions in the sky
gus gus
fiona apple
pogodno
elliot smith
ditry pretty things
clap your hands say yeah
arcade fire
anthony and the johnsons
pożar moskwy
i am kloot
afro kolektyw
muchy
kazik się skończył
raz dwa trzy
mediengruppe telekommander
cool kids of death
dziko pożądam twoich malinowych ust
sigur rós
guernica y luno
ścianka
ewa braun
lao che
maria peszek
kombajn do zbierania kur po wioskach
depeche mode
interpol
myslovitz
placebo
hodhill
dżem
normalsi
vavamuffin
pidżama porno
indios bravos
hurt
hey
farben lerhe
dezerter
brygada kryzys
armia
akurat
kazik
moskwa
kult
bitwy raperskie

równolegle
łoś
lemur
cytrynowy
czu
ultramaryna
fr
śniegolot
sem
człowiek-łoś
pasternak
meehau
trini
dergon
O. Teofil

archiwum

2009
październik
czerwiec
kwiecień
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
kwiecień
marzec
luty
2005
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec

szablon

wykonała: emm
szablony.blogowicz.info
wspierane przez: Blog & pomoc blogowa