zima jest bardzo, kiedy otworzy się okna, zakręci kaloryfer. wcale tak łatwo nie przechodzi, gdy zapala się światło i nagle wszystko zielenieje. można spokojnie rozłożyć się na podłodze, otworzyć wszystkie pory skóry, rozerwać, rozpłatać. zmarznąć, wchłonąć się. kolejne etapy oddawania energii i powrót. odzyskuję ciepło bardzo powoli. krew zaczyna płynąć, zaczyna parzyć. myśli, rozplątane na podłodze tak dokładnie, zwijają się, kłębią, wracają do głowy, wypełniają szczelnie. szumią w uszach. każdy oddech sprawia mniejszy ból. wstaję pełna. jedna na chwilę.
gotowa. wsypać w siebie nowe litery. będzie o czym myśleć, gdy się bardzo myśleć nie chce, gdy się robi wszystko, żeby zasnąć. strach, który w ciągu dnia jest gdzieś głęboko, wyłazi, wypełza i szarpie za włosy, wysypuje z poduszki pierze.
potem znowu włączy się zmęczenie, znów przeczytam, albo posłucham, że jesteś i w jaki sposób. i że to nie powinno mieć żadnego